czwartek, 15 czerwca 2017

BIEGAMY, POMAGAMY

          W ostatnią niedzielę (11-06-2017 r.) wzięliśmy udział w III Charytatywnym Biegu Aktywniaków. A dokładnie ja z Michałem, natomiast Joasia uczestniczyła w zawodach jako dziennikarz sportowy. Impreza odbywała się na nadodrzańskich wałach w okolicach Hotelu GEM i obiektów AZS. Zadaniem uczestników biegu było pokonanie jak największej ilości okrążeń (wg organizatorów o długości 1 km) w czasie 1 godziny. Za każdą pokonaną pętlę przez uczestnika sponsor zobowiązał się przeznaczyć 1 zł na wakacyjny wyjazd dla dzieci z ośrodka Siemacha Spot 24/7. No cóż, kwota może niezbyt oszałamiająca, za to idea i formuła integracji aktywnych wrocławian godna polecenia.
     Każdy chętny otrzymał w biurze zawodów darmowy pakiet startowy, w skład którego wchodziła m.in. okolicznościowa koszulka. Większość uczestników założyła kolorowe koszulki, dzięki czemu razem stworzyliśmy radosną, tęczową ekipę Aktywniaków.
     Pogoda była typowo piknikowa, czyli słonko mocno grzało i non stop świeciło. Zgodnie z planem start nastąpił o godzinie 12:00. Dzień wcześniej ustaliłem z Michałem, że pobiegniemy w tempie 5 min./km - muszę przyznać, że chciałem przy okazji sprawdzić swoje możliwości przed Nocnym Wrocław Półmaratonem. Jak to zwykle bywa tuż po starcie, wielu zawodników ochoczo ruszyło do przodu. Należało pilnować się, żeby zbytnio nie szarżować na samym początku zawodów. Po przebiegnięciu pierwszych 5 minut okazało się, że do startu/mety mamy jeszcze do pokonania spory kawałek trasy. Ostatecznie okazało się, że 1 pętla liczyła 1240 m. Muszę przyznać, że byliśmy trochę zaskoczeni tym faktem. Musieliśmy szybko zweryfikować swoje plany i zamiast pokonania 12 okrążeń walczyć o 10 kółek. Do tej pory zawsze mierzyłem się z dystansem, teraz musiałem utrzymać tempo w określonym czasie. Dziwne uczucie, ale tak jak większość spraw całość tkwi w głowie. Jeśli wszystko jest dobrze poukładane, to łatwiej jest dostosować się do nagłej i nietypowej zmiany. Jak wcześniej wspomniałem, przysłowiowa „żarówka” ciągle świeciła. I tu muszę pochwalić organizatorów, ponieważ zadbali o punkty nawadniania na trasie. Dzięki temu nie było potrzeby wzywać pomocy medycznej do któregokolwiek z zawodników.
    Swoją drogą warto było przyjrzeć się reszcie uczestników. W większości były to bardzo młode osoby bez większego doświadczenia biegowego. Już po 2-3 pętlach zaczęliśmy połykać biegaczy i biegaczki, którzy z dużym animuszem wyruszyli/-ły do biegu. Czas i okrążenia mijały szybko, tempo biegowe trzymaliśmy z Michałem na poziomie 5 minut. Ostatecznie 10 okrążeń (12,4 km) pokonałem w czasie 1 godz. i 22 sekund. Michał na ostatniej prostej mocno przyśpieszył, dzięki czemu zameldował się na mecie o kilkanaście sekund szybciej ode mnie. No cóż, niech żyje młodość.
W zawodach wzięło udział 311 zawodników, którzy pokonali łącznie 2047 okrążeń. Dla wszystkich uczestników został przygotowany słodki poczęstunek z piciem. Na koniec każdy mógł wziąć udział w loterii, która dodatkowo miała zasilić kwotę od sponsora. Każdy los zwyciężał, a nagrody były rozmaite: począwszy od żelków, poprzez płyty CD, książki, piłki, vouchery do restauracji czy też na zabiegi stomatologiczne.
     Krótko mówiąc impreza bardzo interesująca i godna polecenia. Całkiem inny charakter aniżeli typowe zawody biegowe. Bez zbędnej napinki, zapachu maści chłodząco/rozgrzewających (zależnie od pory roku), bez ciśnienia na wynik i miejsce. Kwota jaką wybiegaliśmy razem z Michałem jest niewielka, ale za to poczucie z dobrze spędzonego czasu w gronie rodzinnym nie do ocenienia.


PS. Joasia dzielnie notowała, rozmawiała, nagrywała i fotografowała całe zawody. Dobrze jest mieć wsparcie wśród dzieci – tym razem mentalne od Michała i medialne od Joasi.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz