poniedziałek, 17 kwietnia 2017

BIEGAM KIEDY CHCĘ

Nie mam daru do biegania. Preferuję raczej inną aktywność fizyczną, wolę aerobic lub nordic walking. W przeciwieństwie do członków mojej rodziny biegam sporadycznie, można by rzec okazjonalnie.  Córka Asia ciągle trenuje i stara się biegać coraz szybciej, chce zdobyć minimum na Mistrzostwa Polski. Rafał i Michał cieszą się z każdej poprawy swojego wyniku.
Ja biegam kiedy chcę. Nie walczę o wynik. Wiem, że nigdy nie przebiegnę półmaratonu ani nawet 10 km. Przebiegnięcie każdego kilometra to dla mnie ogromne wyzwanie. Najdłuższy mój dotychczasowy dystans to 5 km. Jestem z tego dumna. Jeszcze do niedawna sądziłam, że muszę poprawić swój rezultat. Zawsze gdy biegłam myślałam, że muszę dobiec jak najszybciej do mety lub do wyznaczonego  przez siebie miejsca. Często po drodze zmagałam się z brakiem oddechu, czasami musiałam z biegu przejść do marszu. Bieg bardzo mnie męczył. Niedawny niedzielny trening to zmienił.
Uświadomiłam sobie, że nie muszę biegać coraz szybciej. Biegłam sobie bardzo wolnym tempem. Rozglądałam się wokoło, podziwiałam piękno przyrody. Wiosenna pogoda zachęcała do przebywania na świeżym powietrzu. Wystawiałam swoją twarz do słońca, chwilami przymykałam oczy i cały czas biegłam. Dzisiaj dokładnie przyjrzałam się kwitnącym stokrotkom i tulipanom. Zobaczyłam, jak soczysty żółty kolor mają forsycje i jaka jest zielona  trawa. Cały czas biegłam, nie myślałam już, że muszę być jak najszybciej w domu, że chcę już skończyć ten bieg. Wreszcie całą założoną sobie na dzisiejszy trening trasę przebiegłam w spokoju, nie musiałam się już zatrzymywać. Mój dzisiejszy trening odbył się pod hasłem „śpiesz się powoli”.
Krótko mówiąc każdy niech biega sobie jak chce i ile chce. Nie będę próbowała dotrzymywać tempa mojej rodzinie. Zawsze będę ich dopingować,  trzymać za nich kciuki i cieszyć się z ich sukcesów. Dla mnie wystarczy moje sporadyczne bieganie, wtedy kiedy będę miała na nie ochotę. Najważniejsze to robić to co się lubi i być z tego zadowolonym. Warto jest ruszyć się z domu i nie narzekać.
Z wiosennymi pozdrowieniami i życzeniami dobrej motywacji.

Iwona 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

SYLWESTER 2016 – TANECZNIE I NA SPORTOWO

           Sylwester 2016 r. był wyjątkowy dla naszej Rozbieganej Rodzinki. Po raz pierwszy od kilku lat ten wyjątkowy dzień wypadł w sobotę, dzięki czemu nie było problemów na linii praca – zawody sportowe. Do wyboru były 2 imprezy biegowe, obydwie o dystansie 10 km: w Trzebnicy i Jelczu-Laskowicach. Po krótkim namyśle wybraliśmy Jelcz-Laskowice, z dwóch powodów: po pierwsze opłata startowa była niższa, po drugie limit zawodników był dużo niższy od zawodów w Trzebnicy. Od pewnego czasu jesteśmy zwolennikami bardziej kameralnych zawodów. Choć i tak ogólna liczba startujących zawodników przekroczyła 650 osób.
Joasia i Rafał jak zawsze pobiegli, natomiast Iwona rywalizowała w Nordic Walking na dystansie 5 km. Sylwestrowy poranek powitał nas ujemną temperaturą i świeżą warstwą śniegu. Mimo wszystko ruszyliśmy do Jelcza w dobrych nastrojach i z pozytywnym nastawieniem. Biuro zawodów działało bez zarzutu, natomiast w holu Centrum Sportu i Rekreacji przybywało coraz więcej znajomych biegaczy. Przygotowując się do startu zmagaliśmy się z dylematem, czy nie przesadziliśmy z ilością warstw odzieży. Ostatecznie Iwona z Joasią pozbyły się po jednej bluzie termoaktywnej – ja zazdrościłem im podjętej decyzji już w trakcie biegu, niestety trochę za późno.
Założenie biegowe było proste – pomagać Asi do 5-6 kilometra. Tym razem byłem w stanie dotrzymać tempa biegowego do 3 kilometra. W dalszej części biegu córka zyskiwała nade mną coraz większą przewagę. Natomiast Iwona walczyła o jak najlepszy wynik z miłośnikami kijków. W tym przypadku organizatorzy zawodów popełnili poważny błąd, mianowicie nie oddzielili startujących biegaczy od fanów nordic walking. W wyniku tego wśród biegaczy znaleźli się zawodnicy NW, który stwarzali poważne zagrożenie dla innych uczestników zawodów poprzez szeroko rozstawiane kijki. Natomiast Iwona nie miała możliwości kontrolowania rywalizacji wśród zawodniczek NW.
Asia - pełne skupienie na biegu
Źródło: photos.google.com/ IIBiegSylwestrowy

Ostatnie metry Rafała
Zdjęcie: Paweł Mazurczak

Iwona na trasie
Zdjęcie:photos.google.com/ IIBiegSylwestrowy

Czas i przebyte kilometry szybko mijały. Po zażartej walce Asia zajęła 4 miejsce w klasyfikacji OPEN pań i I miejsce w klasyfikacji K-16. Ja tradycyjnie uplasowałem się w 1/3 stawki. Natomiast Iwona zajęła 12 miejsce wśród pań. Dzięki indywidualnemu sukcesowi Joasi wyjechaliśmy z Jelcza-Laskowic w dobrych nastrojach. Żeby tego było mało, to Iwona wylosowała pakiet startowy Nocnego Wrocław Półmaratonu, którym bardzo zainteresowała się Joasia. Już wiem, że będę musiał się dobrze przygotować do tych zawodów – Joasia z niecierpliwością czeka na swój pierwszy półmaraton.
Szczęśliwi po biegu :)
Zdjęcie: Witold Gidel





A my cóż, wróciliśmy do domu, trochę odpoczęliśmy i wyruszyliśmy tym razem na sylwestrowe imprezy. Ku naszej radości musimy stwierdzić, że sił nam nie zabrakło i bawiliśmy się do białego rana. W końcu moc, siła i radość jest z nami. Czego i Wam życzymy w Nowym Roku. 
Rafał :)

niedziela, 1 stycznia 2017

PRUSICE BIEGAJĄ - OKIEM KIBICA

Każda ostatnia niedziela miesiąca zaznaczona w kalendarzu. To nasz wspólny rodzinny wyjazd do Prusic. Z tą różnicą, że ja jadę jako kibic i fotograf, a reszta rodziny biega.
Gdy zajeżdżamy na miejsce startu to moi najbliżsi odbierają numery startowe. Witamy się ze znajomymi zawodnikami, trochę rozmawiamy. Gdy tak jeździmy co miesiąc to poznajemy coraz więcej ludzi. Z jednymi rozmawiamy, innym kłaniamy się lub podajemy rękę na przywitanie. Asia zawsze trochę się denerwuje, chłopaki podchodzą do zawodów na luzie. Ja stoję z boku i robię zdjęcia.
O godzinie 10:00 biegacze stają na starcie, przygotowują swoje sportowe zegarki. Ja też jestem gotowa, zaraz wszystko uwiecznię na zdjęciach. Patrzę gdzie stoją Asia, Rafał i Michał. Jeszcze krótki okrzyk „Powodzenia” i ruszają. Teraz mam kilkanaście minut, aby dojść na linię mety. Powoli rozglądam się, patrzę co zmieniło się od ostatniej mojej obecności. Gdy tak stoję na mecie to mam czas podziwiać piękną przyrodę wokół mnie. Ostatnia prosta, którą dobiegają zawodnicy, to ścieżka, którą z obu stron porastają wierzby. Tutaj zawsze można zaobserwować zmieniające się pory roku. W okresie zimowym drzewa są bez liści, a gdy tylko zaczyna się wiosna powoli pojawiają się pączki na drzewach, a potem jest coraz więcej liści i robi się zielono. W zależności od pory roku drepczę w miejscu (aby się rozgrzać) lub wystawiam twarz do słońca. Myślę też jak biegnie moja rodzinka i od czasu do czasu zerkam na zegarek. Powoli szykuję aparat, aby nie przegapić momentu, kiedy najbliżsi będą finiszować.
Na mecie organizatorzy szykują wodę i coś słodkiego do zjedzenia (najczęściej są to banany, ciastka lub batony). Razem ze mną na biegaczy czeka zazwyczaj kilka osób. Nim przybiegnie zwycięzca minie 17 minut, natomiast pierwszą osobą z mojej rodziny jest Michał. Bieg zajmuje mu około 20 minut, zaraz potem pojawiają się Asia i Rafał. Na mecie robię im zdjęcia, składam gratulacje i pytam o wrażenia z biegu. Często podaję im coś do picia - w zależności od pory roku jest to zimna woda lub gorąca herbata.
Tak minął nam rok. 13 biegów z Prusic to już wspomnienie. Ostatni - Bieg Mikołajkowy jest jako dodatek do całego cyklu. Po jego zakończeniu były rozdawane nagrody dla zwycięzców zawodów sportowych pod nazwą PRUSICE BIEGAJĄ. Tak jak Rafał wcześniej pisał Asia zajęła I miejsce wśród pań, a Michał II miejsce w kategorii M-16.
Przygoda biegowa z Prusicami zakończona. Wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni. Zobaczymy co przyniesie nam kolejny rok. Czy moi najbliżsi znów podejmą wyzwanie i staną na linii startu w Prusicach, tego nie wiem. Ja za to jestem gotowa, aby z nimi jechać i kibicować.
BUZIAKI IWONA :)

środa, 28 grudnia 2016

"50" PARKRUN

W wigilijny poranek po raz 50-ty wziąłem udział w cyklu biegowym Parkrun. 49 z 50 biegów ukończyłem we Wrocławiu, 1 raz rywalizowałem w Londynie. Pierwszy raz pobiegłem w październiku 2013 r. za namową Krzysztofa (biegacza, którego poznałem w programie I Ty Możesz Zostać Maratończykiem 2013). Szczerze muszę przyznać, że tamtejszy bieg nie wzbudził we mnie większego zachwytu. Powodów było kilka: bieg odbywał się w okolicach Jazu Opatowickiego (dosyć daleko od mojego miejsca zamieszkania), nie można było wyspać się w sobotni poranek, w tamtym czasie nie odczuwałem większej przyjemności z udziału w biegach krótkich.
Drugie podejście miało miejsce w maju 2015 roku – wówczas wspólnie z grupą przyjaciół potrzebowaliśmy punktów do Ligi Biegowej. Po paru biegach przekonałem się do idei Parkrun. Duży wpływ na to miał wspólny wysiłek w ramach grupy biegowej Sky Tower RUNners. Ponadto w tamtym czasie wrocławski Parkrun odbywał się na ścieżce biegowej zlokalizowanej w pobliżu Mostu Trzebnickiego – dojazd w to miejsce był dla mnie wygodniejszy. Powoli wchodziłem w środowisko parkrunowych biegaczy. W międzyczasie zmieniła się koordynatorka biegu – Kasię
Ładońską poznałem wcześniej podczas treningów organizowanych przez Pro-Run Wrocław. Wszystko to razem sprawiło, że zacząłem uczestniczyć w sobotnich biegach z coraz większą ochotą i przyjemnością. Ponadto zacząłem traktować te biegi jako dodatkową jednostkę treningową.
     Czas powoli mijał, licznik sukcesywnie przybliżał mnie do magicznej liczby 50. I tak oto zostałem członkiem „ekskluzywnego” klubu parkrun 50. Fakt ten uprawnia mnie do zamówienia i biegania w czerwonej koszulce oznaczonej symbolem parkrun i liczbą 50. Co prawda koszulek technicznych mam już wiele w szufladzie, ale ta jest szczególna – żeby ją zdobyć musiałem wykazać się cierpliwością, zaangażowaniem oraz hartem ducha. Oprócz koszulki zyskałem jeszcze jedną, najcenniejszą rzecz – sporą grupę biegowych przyjaciół. A przede mną nowe wyzwania – dołączenie do klubu parkrun 100, 250 i 500.
Rafał :)

niedziela, 25 grudnia 2016

Jak udekorować pokój biegacza? Kilka inspiracji i pomysłów! + ŻYCZENIA

Jestem osobą, która lubi pokazywać swoje osiągnięcia. Jest to dla mnie pewna forma motywacji. Dzięki temu wiem, że moja ciężka praca i treningi nie idą na marne. Moja kolekcja medali i pucharów stale się powiększa. Co mnie bardzo cieszy. Wszystko ułożone jest w widocznym miejscu na regałach i wieszakach. Ostatnio natknęłam się na zdjęcie nietypowej choinki złożonej z numerków startowych. Postanowiłam, że napiszę post o inspiracjach lub pomysłach jak udekorować pokój biegacza i jego osiągnięcia. Większość zdjęć znalazłam w internecie. 

Autorzy zdjęcia: Julia, Sebastian Kapela

Na zdjęciu Ryszard Kałaczyński, który przebiegł 366 maratonów w 366 dni
Fot. Daniel Frymark

źródło: internet

źródło: internet

źródło: internet

Źródło:Napieramy.pl

Źródło:Napieramy.pl

Źródło: zabiegani.tv

My również ubraliśmy naszą choinkę w stylu zabieganej rodzinki. Oprócz standardowych lampek i światełek znalazły się też medale ;)
Z okazji świąt Bożego Narodzenia RodzinkaBiega życzy wszystkim wesołych, spokojnych i rodzinnych świąt pełnych miłości i uśmiechu. Wszystkim sportowcom aby chociaż na chwile zapomnieli o kaloriach i spróbowali wszystkich potraw wigilijnych. A w Nowym Roku sukcesów sportowych, dużo zdrowia i zero kontuzji. 
Życzy Rodzinka Biega

niedziela, 18 grudnia 2016

RODZINNA NIESPODZIANKA

Życie jest pełne niespodzianek. W zeszły weekend, ja i moi bracia wspólnie z naszymi rodzinami obchodziliśmy 83 rocznicę urodzin mojej Mamy. To był bardzo wyczekiwany dzień przez wszystkich członków rodziny. W końcu rzadko zdarza się, żeby jubilatka cieszyła się w takim wieku dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym.
Tradycyjnie, na początku imprezy urodzinowej odśpiewaliśmy gromkie 100 lat, złożyliśmy życzenia jubilatce i wypiliśmy lampkę szampana. W tym momencie już siadałem do stołu, kiedy mój najstarszy brat Tomek poinformował zgromadzonych o jeszcze jednej okazji do świętowania. Zaskoczony czekałem na rozwiązanie zagadki. I w tym momencie, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu i radości otrzymałem statuetkę biegacza z podpisem:

Z wrażenia zwyczajnie mnie zatkało. Nie spodziewałem się, że moja pasja biegowa i cel na ten rok (czyli zdobycie Korony Polskich Półmaratonów 2016) znajdą uznanie oraz szacunek w oczach mojej Rodziny. Możecie się łatwo domyśleć, że ten wieczór był szczególny dla mnie. Podwójne szczęście jednego dnia to wyjątkowa rzadkość. I jak tu wierzyć powiedzeniu, że z „Rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu”.
Rafał


środa, 14 grudnia 2016

Biegowa przygoda z Prusicami w 2016 roku zakończona

Zachęcony ubiegłorocznym udziałem w ostatnim biegu III Edycji „Prusice Biegają” oraz „IV Biegu w Poszukiwaniu Św. Mikołaja” podjąłem decyzję, że pościgam się z innymi biegaczami podczas tegorocznych zawodów sportowych organizowanych na terenie Prusic. Od kilku lat organizowane są tam:

1.Cykl zawodów „Prusice biegają” – wszyscy uczestnicy mają do pokonania 5 km dystans, od stycznia do listopada w każdą ostatnią niedzielę miesiąca, z jednym wyjątkiem w czerwcu. Po zaliczeniu obowiązkowej „5” każdy z biegaczy ma możliwość przebiegnięcia drugiego okrążenia (tym razem bez pomiaru czasu), za co otrzymuje bonus w postaci dodatkowych 5 punktów. Do klasyfikacji końcowej branych jest 9 najlepszych wyników spośród 11 zaplanowanych startów.
2.Bieg III Wież na dystansie 10 km tradycyjnie organizowany w czerwcu
3.Bieg w Poszukiwaniu Św. Mikołaja na dystansie 5 km organizowany w sobotnie popołudnie, przypadające najbliżej dnia Św. Mikołaja.

Największym wyzwaniem było tak zorganizować sobie życie rodzinne, żeby mieć wolne przedpołudnie w prawie każdą ostatnią niedzielę miesiąca. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że takie problemy nie stanowią większych przeszkód. Duża w tym zasługa małżonki Iwony, która wielokrotnie towarzyszyła mi i dzieciom podczas wyjazdów do Prusic (pełniła dodatkowo rolę rodzinnego fotografa). Osobiście opuściłem 2 biegi (nieobecności usprawiedliwione!!!) i dzielnie walczyłem o jak najlepszy wynik w każdych zawodach. Niestety konkurencja w kategorii M-40 jest bardzo mocna, dlatego też szans na podium praktycznie nie miałem żadnych. Za to dzieci spisały się wyśmienicie. Joasia ostatecznie jako pierwsza kobieta przybiegała na linię mety 9 razy, dzięki czemu bezapelacyjnie zajęła I miejsce wśród pań. Michał walczył do samego końca, dzięki czemu zajął 2 miejsce w kategorii M-16.
Same zawody są imprezą kameralną, przeciętnie brało w ich udział od 50 do 70 biegaczy. Za to organizatorzy spisali się wyśmienicie – zależnie od pory roku po każdych zawodach mogliśmy napić się gorącej herbaty lub zimnego izotonika, zjeść ciastko lub banana. Po ostatnim starcie każdy z uczestników otrzymał elegancki, szklany medal oraz koszulkę techniczną z długim rękawem. I to wszystko ZA DARMO. Wystarczyło poświęcić trochę własnego czasu i paliwa na dojazd do Prusic.
Jak już wspomniałem na początku, Prusice organizują jeszcze osobne wydarzenia biegowe w ciągu roku, tj. Bieg III Wież (w czerwcu) i Bieg w Poszukiwaniu Św. Mikołaja (w grudniu). Są to zawody, w których wpisowe wynosi od 25 do 40 zł w pierwszych terminach zapisów. Przy czym dla uczestników zawodów „Prusice Biegają” organizatorzy zapewniają start za darmo (trzeba spełnić jeden warunek, a mianowicie wziąć udział w min. 3 biegach bieżącej edycji „PB”)
Szczegółowy opis i fotorelację z Biegu III Wież zamieściłem w osobnym artykule po biegu. Przypomnę jedynie, że Joasia zajęła I miejsce w kategorii K-16, a temperatura powietrza w tym dniu osiągnęła poziom 36 oC. Był to jeden z nielicznych biegów, kiedy chęć zwycięstwa wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem. Efekt końcowy był taki, że czułem się jakbym przebiegł przynajmniej półmaraton, a nie dystans długości 10 km.
Na koniec wzięliśmy udział w V Biegu w Poszukiwaniu Św. Mikołaja (3 grudnia 2016 r.). Impreza zgromadziła sporą rzeszę zawodników. Przy czym każde z nas postawiło sobie określone cele: Joasia chciała powalczyć o podium w „generalce”, Michał postanowił zostać „zającem” dla Joasi, a ja zapragnąłem osiągnąć jak najlepszy czas poniżej 22 minut. I wszystkie nasze plany spełniły się w 100 procentach. Joasia zajęła III miejsce w klasyfikacji OPEN kobiet (dzięki wydatnej pomocy Michała), a ja przybiegłem na metę z czasem 00:21:34. Na starcie popełniłem podstawowy błąd i dałem ponieść się tłumowi. W wyniku czego na 1 km miałem czas 04:03. Trochę przestraszyłem się tego tempa i zwolniłem na następnych 2 kilometrach, jednakże ślad w organizmie pozostał. W wyniku tego na ostatnich 300 metrach do mety brakło mi siły, żeby odeprzeć atak 2 zawodników. Jak widać ciągle uczę się i liczę, że doświadczenie startowe razem z regularnymi treningami będzie skutkowało następnymi sukcesami w rywalizacji sportowej.

Moje wrażenia z zawodów w Prusicach są bardzo pozytywne. Jestem przekonany, że w przyszłym roku spróbuję powtórzyć swoją biegową przygodę z Prusicami. Jaką decyzję podejmą Joasia i Michał ?




Michał  - 2 miejsce w cyklu Prusice Biegają kategoria M-16

Asia - 3 miejsce w "Bieg w poszukiwaniu św.Mikołaja" kategoria OPEN KOBIET

poniedziałek, 28 listopada 2016

REKORD FREKWENCJI NA PARKRUN WROCŁAW - liczba 100 uczestników biegu osiągnięta z nawiązką

    Akcja mająca na celu pobicie rekordu frekwencji na sobotnich spotkaniach PARKRUN Wrocław rozpoczęła się ok. 2 tygodnie temu. Do osiągnięcia ww. celu posłużono się portalami społecznościowymi (takimi jak Facebook) oraz spontanicznym przekazem ustnym (coś na wzór „marketingu szeptanego”). Ponadto udało się zawrzeć dżentelmeńską umowę pomiędzy koordynatorami Night Runners i Parkrun - Night Runnersi wesprą akcję bicia rekordu, za to Parkrunowicze pobiegną 6 grudnia w charytatywnym biegu (organizowanym przez NIHGHT RUNNERS WROCŁAW I SKLEP BIEGACZA) na rzecz chorych dzieci będących pod opieką Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową) .
     Jeszcze o wpół do dziewiątej nie było pewne, czy uda się pobić rekord. Ilość wolnych miejsc parkingowych nie napawała optymizmem. Lecz każda następująca minuta przybliżała nas do sukcesu. Biegaczy przybywało, jedni intensywnie rozgrzewali się, inni więcej czasu poświęcali na towarzyskie rozmowy.
     Równo o godzinie dziewiątej koordynatorka Kasia Ładońska zaprosiła wszystkich uczestników do oficjalnej przedbiegowej odprawy oraz grupowego zdjęcia. Nie było łatwo, w końcu my Polacy nie należymy do zdyscyplinowanych narodów.
     Wystartowaliśmy. Na początku trzeba było trochę „przepychać się”, żeby ostatecznie wypracować swoją pozycję i właściwe tempo biegowe. Ja pokonałem całą trasę wspólnie z Kasią i Joasią. Czas jaki osiągnęliśmy może nie był imponujący, jednakże ja i Asia mieliśmy w pamięci bieg następnego dnia w Prusicach (w końcu to był ostatni etap w ramach cyklu biegowego Prusice Biegają). Po minięciu linii mety oraz krótkim odpoczynku poszliśmy zeskanować tokeny i kody rejestracyjne. Po raz pierwszy w historii PARKRUN Wrocław do obsługi skanowania tokenów zostało wyznaczonych 2 wolontariuszy. I było to bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ rozładowało narastający „tłum” zawodników chętnych do skanowania. Oczekując na ostatniego zawodnika większość z biegaczy prowadziła ożywione rozmowy. W końcu nastąpił długo oczekiwany moment, w którym na metę dotarł ostatni zawodnik. Otrzymał on token z numerem 139, co wprawiło większość z nas w euforyczny stan.
     I tak oto stało się coś, co było przez kilka lat nieosiągalne – PARKRUN Wrocław dołączył do zaszczytnego grona lokalizacji, w których ilość biegaczy w zawodach przekroczyła magiczną liczbę 100. Brawo Kasia, brawo My. A teraz przyszła pora na wywiązanie się z dżentelmeńskiej umowy – mam nadzieję, że Parkrunowicze nie zawiodą 6 grudnia.

Parkrun Wrocław z 23 na 13 miejsce :)


środa, 23 listopada 2016

BIEGANIE Z GRUPĄ ZNAJOMYCH

Dylemat – biegać w grupie czy osobno można porównać do odwiecznego pytania: Co było pierwsze, jajko czy kura ? W tej kwestii moja odpowiedź jest krótka – NAJLEPIEJ BIEGA MI SIĘ W GRUPIE.
Mam to szczęście, że mieszkam blisko kompleksu lekkoatletycznego mieszczącego się przy ul. Metalowców, Parku Zachodniego (z oznakowaną ścieżką biegową), nadodrzańskich wałów oraz Obwodnicy Śródmiejskiej z mocnym podbiegiem przy ul. Obornickiej. W pobliżu ww. lokalizacji zamieszkują znajomi biegacze, z którymi mam przyjemność dzielić czas podczas wspólnych treningów i startów. Obecnie do tego grona zaliczają się: Kasia, Wacław, Zygfryd, Jerzy, Paweł, ja oraz córka Joasia.
Wszystkich nas obowiązuje prosta zasada: wspólnie biegamy jeśli mamy wolny czas, chęci, siły, nie pada rzęsisty deszcz, itp. Dlatego też skład osobowy jest zmienny: od 1 do maksymalnie 7 osób. Zdarzają się sytuacje, że sporadycznie przyłączają się do naszej grupy inni biegacze podczas kręcenia „kółek” na ceglanej bieżni stadionu lekkoatletycznego usytuowanego przy ul. Metalowców.
Dlaczego nie nudzi nam się wspólne bieganie ? Jest kilka powodów:
  1. podczas spotkań rozmawiamy o różnych sprawach poza jednym zasadniczym tematem – polityką. Przeważają kwestie związane z bieganiem: wrażenia z ostatnich zawodów, umawianie się na wspólne wyjazdy, omawianie bieżącej sytuacji w Lidze Biegowej, czy też doradztwo w zakresie kontuzji (jak leczyć – przecież każdy Polak zna się na medycynie, gdzie leczyć, czym leczyć, jak zapobiegać). Dzięki temu czas poświęcony na trening mija szybko w interesującej i przyjaznej atmosferze
  2. pokonujemy różne dystanse w zależności od pory roku i dnia tygodnia. Średnio biegamy od 6 (np. w poniedziałki po startowym weekendzie) do 20 km (najczęściej w niedzielne poranki, zimową porą w ramach przygotowań do następnego sezonu)
  3. zmieniamy trasy, unikając tym samym monotonii biegowej. W końcu ile razy pod rząd można umawiać się i biegać po bieżni stadionu lekkoatletycznego ? W tym zakresie zegarki z GPS świetnie wypełniają lukę, jaką mogłaby być informacja na temat przebiegnętego dystansu
  4. wspólne bieganie bardzo często motywuje do treningów, w szczególności podczas jesienno-zimowych wieczorów. Ileż to razy trudno było zebrać się, przebrać w sportowe „ciuchy” i wyjść z domu
  5. zapewniamy sobie bezpieczeństwo, że w razie chwilowej niedyspozycji reszta członków ekipy biegowej właściwie zaopiekuje się osobą wymagającą pomocy lekarskiej.
Podsumowując: dzięki wspólnemu bieganiu mogę liczyć na ciekawe treningi, o różnorodnym wysiłku fizycznym, bez względu na porę dnia czy roku. Dzięki temu bieganie ciągle sprawia mi przyjemność i jestem zadowolony, że mogę dzielić biegowy wysiłek z innymi pasjonatami tej dyscypliny sportu.


niedziela, 20 listopada 2016

POMAGANIE PRZEZ BIEGANIE

Dzisiaj (tj. w sobotę 19-11-2016 r.), wspólnie z Asią wzięliśmy udział w sztafecie charytatywnej #BiegneDlaKingi. Bieg został zorganizowany przez Radosława Langnera z grupy biegowej Vege Runners, na trasie poprowadzonej po alejkach Parku Grabiszyńskiego. W ostatnim czasie zostały zorganizowane (i na przyszłość są zaplanowane) imprezy, mające wspomóc leczenie i rehabilitację Kingi Nowak, która 25 października br. uległa groźnemu wypadkowi drogowemu, w wyniku czego uszkodzeniu uległ jej kręgosłup na odcinku piersiowym – należy dodać, że Kinga poruszała się rowerem i została potrącona przez kierowcę taksówki.
Warunki pogodowe nie były najlepsze, głównie z powodu padającego deszczu. Był to z pewnością jeden z powodów, dla których w mojej opinii tak niewiele osób wzięło udział w tym wydarzeniu sportowym. Przez cały dzień pobiegło 26 zawodników, w tym 8 kobiet. Razem pokonaliśmy 67 okrążeń, co dało łącznie 335 km. Ja, Asia i nasza koleżanka Katarzyna wspólnie przebiegliśmy po 2 okrążenia w spokojnym tempie. Warunki na trasie były trudne ze względu na wszechobecne błoto i kałuże.
Najciekawsze w tym wszystkim było to, że pomimo jesiennej aury to na twarzach organizatorów i napotkanych uczestników biegu cały czas gościł pogodny uśmiech oraz zadowolenie. Cieszę się, że i my byliśmy częścią tego wydarzenia. Dzięki niemu mogliśmy dać wyraz poparcia dla szczytnej idei pomocy poszkodowanej osobie, a przy okazji wykonać zaplanowany trening. Szkoda tylko, że obowiązki domowe nie pozwoliły na pokonanie większej ilości okrążeń. A w domu cóż, trzeba było wyprać zabrudzone ubranie i wyczyścić buty z błota. W końcu już jutro czas wyjść z domu i pobiegać. 
Rafał :)

środa, 9 listopada 2016

Cel 2016 roku osiąnięty!

Praca, dom, treningi, starty – wszystko to sprawiało, że jeszcze nie dawno świętowałem Nowy Rok, a już zbliżam się do końca tego roku. W ślad za tym śmiało mogę pochwalić się zrealizowaniem sportowego celu na ten rok, jakim było zdobycie Korony Polskich Półmaratonów 2016. Zgodnie z obowiązującym regulaminem do realizacji tego zadania wybrałem następujące zawody:
  1. Półmaraton Ślężański (19-03-2016 r.)
  2. PGNiG Półmaraton Słowaka (12-06-2016 r.)
  3. Nocny Półmaraton Wrocławski (18-06-2016 r.)
  4. Toyota Półmaraton Wałbrzych (21-08-2016 r.)
  5. 3 PZU Cracovia Półmaraton Królewski (16-10-2016 r.)
Szczerze przyznaję, że o wyborze ww. zawodów decydujące znaczenie miało położenie geograficzne. Stąd 4 z 5 biegów odbywały się we Wrocławiu lub w bliskiej odległości od niego. Jedynie ostatni wybrany przeze mnie półmaraton odbył się w Krakowie. I w tym momencie muszę przyznać, że te zawody były inne od dotychczasowych: po pierwsze był to wyjazd rodzinny – dzięki czemu cała nasza czwórka wspólnie zwiedzała i podziwiała zabytki Krakowa. Niestety ograniczony czas pozwolił nam obejrzeć „tylko” Wawel, Kościół Mariacki oraz Rynek z Sukiennicami.

Po drugie nie musiałem spinać się na ten bieg, ponieważ swoją życiówkę w półmaratonach osiągnąłem dwa tygodnie wcześniej w Legnicy. Wrażenia z Krakowa mam mieszane – to co mnie przytłacza na tego typu imprezach masowych to ilość zawodników. Przez cały bieg musiałem omijać, wyprzedzać, przemykać obok rzeszy zawodników. Zwyczajnie jest to męczące, kłopotliwe i ciągle wybijające z rytmu.

Po trzecie od strony sportowej biegło mi się po prostu źle. Na całej trasie miałem nierówne tempo, przez co międzyczasy osiągane na poszczególnych kilometrach wahały się od 04:45 do 05:25. Stąd wynik końcowy – 01:45:23.

Teraz pozostaje mi sporządzić wniosek o przyznanie medalu Korony Półmaratonów Polskich oraz dokonać opłaty. Teraz pojawia się nowe pytanie: co chcę osiągnąć/zdobyć na trasach biegowych w 2017 roku ?
Rafał :)


wtorek, 18 października 2016

PRZEWIETRZ SIĘ NA OLIMPIJSKIM

08-10-2016 r. – kolejna próba bicia „życiówki”, tym razem na dystansie 10 km. Narzędziem do osiągnięcia wymarzonego wyniku był start w XIV edycji biegu „Przewietrz się na Olimpijskim”. Zawody odbyły się na terenie przyległym do Stadionu Olimpijskiego oraz na ścieżce biegowej poprowadzonej po nadodrzańskich wałach przeciwpowodziowych.

Po odebraniu nr startowego miałem czas, żeby przyjrzeć się organizacji zawodów, przybyłym zawodnikom oraz pracy Joasi jako dziennikarki sportowej. Czas mijał szybko i nadeszła chwila, żeby przygotować się do startu. Rozgrzewka przydała się jak nigdy, ponieważ wszechobecna wilgoć i padający od czasu do czasu drobny deszcz sprawiały nieprzyjemne uczucie chłodu.
Po zakończeniu rywalizacji w konkurencji nordic walking (3,4 km) na starcie ustawili się chętni do biegu głównego. Mój dotychczasowy rekord wynosił 44:51. Niestety wśród biegaczy nie miałem znajomego, z którym mógłbym walczyć o jak najlepszy wynik. Za to od Joasi dostałem zegarek z GPS – był to mój pierwszy raz, kiedy mogłem wesprzeć się tego typu gadżetem w trakcie biegu. I muszę przyznać, że zegarek był bardzo przydatny. Co prawda bez okularów mam problem z odczytem danych, za to funkcja podająca tempo po przebiegnięciu kolejnego kilometra jest świetna. Dzięki temu mogłem realizować przyjętą przeze mnie taktykę – przez pierwsze 8 kilometrów biec w tempie ok. 04:30 min./km, natomiast ostatnie 2 kilometry ile sił w nogach.
Przyjęty plan udało mi się realizować idealnie – osiągane przeze mnie międzyczasy oscylowały wokół 04:30 min./km (+,-) 5 sekund. Aż doszło do 9 kilometra – ku mojemu zaskoczeniu przebiegłem ten odcinek w czasie 04:45. W tym momencie pojawiła się jedna myśl – PRZEGRAŁEM. Po chwili pojawiła się refleksja, żeby jeszcze powalczyć. I tak o to spiąłem się, postanowiłem dogonić konkurentkę biegnącą przede mną. 300 metrów przed metą osiągnąłem swój cel, jednakże na ostatnich 100 m zostałem skontrowany i ostatecznie przegrałem z Anną Hotalą, która zajęła 1 miejsce wśród kobiet. A ja mimo wszystko poprawiłem swoją „życiówkę” na 10 km i ukończyłem bieg w czasie 44:49 – czyli poprawiłem się o 2 s. Niby nie dużo, ale radość z końcowego wyniku była wielka. A i pokora też mi się przyda – nie zawsze poprawia się wyniki o kilkanaście, kilkadziesiąt sekund.
Rafał


Pamiątkowe zdjęcie wszystkich uczestników



poniedziałek, 17 października 2016

Finał Akademii Zdrowia Santander

Sobota, 2 października to był dzień pełen wyzwań dla naszej rodzinki. Rafał biegał półmaraton w Legnicy (o którym możecie przeczytać tutaj), a ja razem z Asią uczestniczyłam w Finale Akademii Zdrowia Santandera. Całe przedsięwzięcie miało miejsce we Wrocławiu w Parku Południowym. Były do wyboru trzy konkurencje, nordic walking na 10 lub 5 km oraz bieg na 10 km. Ambasadorką i gościem specjalnym tych zawodów była Justyna Kowalczyk.

Asia startowała w biegu na 10 km, a ja zdecydowałam się zmierzyć z dystansem 5 km w nordic walking. Z kijami chodzę od paru lat, ale niesystematycznie i rzadko uczestniczę w zawodach. Jest to jednak okazja do spotkania się z rodziną z Opola, którzy są wielkimi miłośnikami tego sportu. Już nieraz wspólnie uczestniczyliśmy w zawodach nordic walking na terenie Dolnego Śląska. I tym razem szwagier z żoną pojawili się we Wrocławiu, więc wspólnie mogliśmy stanąć na starcie. Po przybyciu na miejsce odebrałam pakiet startowy, a potem zrobiłam rozgrzewkę. Najpierw indywidualnie, a potem dołączyłam do grupowej, prowadzonej przez instruktorkę nordic walking.


Pogoda nam dopisała i humory też. Trasa wiodła krętymi alejkami Parku Południowego. Ja miałam do pokonania 2 okrążenia, a Asia 4. Szło się bardzo dobrze, bo miejsce ładne, a i doping kibiców był bardzo duży. Mimo sprawnego pokonania trasy nie udało mi zająć wysokiego miejsca w kwalifikacji. Jednak rodzinka nie zawiodła. Moja szwagierka Danusia zajęła 3 miejsce w swojej kategorii. Asia jak zwykle stanęła na wysokości zadania. Córka wygrała bieg na 10 km w swojej kategorii oraz zameldowała się na mecie jako pierwsza kobieta. Każdy ze startujących otrzymał medal, a zwycięzcy nagrody oraz puchary. Wszyscy czekali na wręczanie nagród, bo wśród dekorujących miała być Justyna Kowalczyk. Asia i Danusia czekały na to z niecierpliwością. Niestety nasza Mistrzyni Olimpijska nie została do końca zawodów i tylko niektórzy otrzymali z jej rąk puchary. Mimo braku tak oczekiwanego wspólnego zdjęcia z Justyną Kowalczyk zawody zaliczamy do udanych. Zabawa super, a duma z osiągnięć Asi jeszcze większa.
Iwona


YES, YES, YES - 01:45:00 W PÓŁMARATONIE ZŁAMANE

02 października 2016 r., Legnica. Równo o godz. 11:00 startuję z pozostałymi zawodnikami w XXIX Półmaratonie Lwa Legnickiego. Trasa biegu została poprowadzona alejkami Parku Miejskiego, start/meta znajdowały się na terenie bieżni lekkoatletycznej mieszczącej się na terenie ww. parku. Do pokonania były 3 okrążenia.
Pogoda początkowo zapowiadała się nieciekawie, z za chmur wyłaniało się słońce. Jednakże aura była łaskawa, w trakcie zawodów słońce wychodziło z za chmur od czasu do czasu, a cień od drzew dawał chwile wytchnienia w takich momentach. Temperatura powietrza oscylowała ok. 20 st. Celsjusza, jednakże temperatura odczuwalna była o kilka stopni niższa. W takich warunkach postanowiłem powalczyć o życiówkę w półmaratonie.
Założenie przedstartowe było proste: 1 okrążenie przebiec w czasie 36 minut, 2 okrążenie w czasie 35 minut i ostatnie okrążenie w czasie poniżej 34 minut. Swoją batalię z czasem rozpocząłem zgodnie z planem – 1 okrążenie ukończyłem w czasie 36:12. W tym momencie czułem się bardzo pewnie i mocno, dlatego postanowiłem przejść do realizacji 2 części planu. Mocniej przycisnąłem, zacząłem wyprzedzać kolejnych zawodników i tak oto ukończyłem 2 okrążenie w czasie 33:41. Delikatnie mówiąc byłem mocno zaskoczony swoim czasem. Postanowiłem walczyć o jak najlepszy czas na 3 okrążeniu. Trochę obawiałem się, czy nie przeszarżowałem na 2 „kółku”. Na szczęście trafiłem na trasie na godnego przeciwnika, z którym mogłem rywalizować na końcowych kilometrach biegu. Dziwnie to wyglądało, ponieważ ja starałem się biec równym rytmem, natomiast mój konkurent biegł zmiennym tempem. Szczerze mówiąc byłem przekonany, że z tej batalii wyjdę zwycięsko. Niestety nie wyszedłem, ale za to ukończyłem 3 okrążenie w czasie 33:16.
Wynik końcowy – 01:43:09. Byłem bardzo zadowolony i szczęśliwy z osiągniętego czasu. Ponadto zaskoczony, że swój najlepszy wynik z Wrocławskiego Półmaratonu poprawię o 4 minuty bez jednej sekundy. Kolejny raz przekonuję się, że najlepsze wyniki uzyskuję jesienią. Dodatkowe treningi latem dają mi jeszcze większą moc i chęci do biegania.

Teraz pozostały mi jeszcze 2 półmaratony w tym roku: w Krakowie (ostatni bieg do Korony Półmaratonów) i w Wodzisławiu Śląskim. Już teraz mogę do nich przystąpić bez zbędnego parcia na wynik. No, chyba że będzie inaczej.

Rafał ;)

niedziela, 18 września 2016

JUŻ NIE KIBIC A ZAWODNICZKA

To już była kolejna edycja „Biegu Solidarności”, w której brała udział nasza rodzina. Zaczęło się to dziewięć lat temu, kiedy dzieci uczyły się w najmłodszych klasach szkoły podstawowej i biegały na dystansie 1 km. Tak od wielu lat jesteśmy wierni tym zawodom i co roku bierzemy w nich udział tz. mój mąż i dzieci. Ja zawsze wiernie im kibicuję, stoję na starcie i na mecie, robię zdjęcia. Tak było jeszcze w zeszłym roku, ale w tej edycji biegu było inaczej. Postanowiłam razem z moją rodziną stanąć na linii startu.
To nie był mój pierwszy bieg na dystansie 5 km, ale jak zawsze było to dla mnie duże wyzwanie. Moja kondycja nie jest najgorsza, ale zdecydowanie preferuję inne sporty niż bieganie. Rodzinka jest dobrze wytrenowana i dzieci zamierzały walczyć o czołowe lokaty w swojej kategorii, a Rafał obiecał mi, że pobiegnie ze mną i dostosuje się do mojego tempa. Miał być moim osobistym pacemakerem.
Nastąpił wystrzał i ruszyliśmy. Nastawienie miałam dobre i przede wszystkim męża u boku. Pierwszy kilometr poszedł nieźle. Jednak potem zaczęły się u mnie problemy z oddechem. Mimo narastającego zmęczenia biegłam dalej, bo ciągle miałam wsparcie. Sił dodawał mi też stanowczy głos męża: „dasz radę”, „uspokój oddech”, „jeszcze trochę, to już połowa trasy”. Gdy potrzebowałam podawał mi wodę i biegliśmy razem dalej. Niestety w trakcie tego biegu trochę szłam, ale mimo dużego zmęczenia i upału dotarłam na metę. Tam czekały już na nas dzieci, które wspaniale nam kibicowały. Ja wykrzesałam jeszcze siły i jak najszybciej wbiegłam na metę. Otrzymałam upragniony medal i poczułam ulgę, że osiągnęłam cel. Czas był słaby. Jednak dla mnie liczyło się pokonanie trasy i własnych słabości.

Był to wreszcie prawdziwy bieg rodzinny. Wszyscy wzięli udział w zawodach. Asi udało się stanąć na podium. Była druga w kategorii K16, a 9 w generalce, czas jaki osiągnęła to 00.20.59. Michał także był wysoko w swojej kategorii, zajął 5 miejsce w M16. Pewnie syn uplasowałby się jeszcze wyżej, ale dzielnie wspierał siostrę. Biegł dla Asi, był dla niej pacemakerem. Jestem z nich bardzo dumna. Ja z mężem w spokoju i bez pośpiechu ukończyłam bieg. Bardzo mu dziękuję, że przez cały czas był ze mną i mnie wspierał. To dzięki niemu udało mi się dotrzeć na metę.






Brawo dla naszej rodzinki. Mam nadzieję, że to nie był nas wspólny ostatni bieg.
Iwona