sobota, 24 czerwca 2017

V NOCNY WROCŁAW PÓŁMARATON - PODSUMOWANIE

Mija już prawie tydzień czasu, kiedy odbył się V Nocny Wrocław Półmaraton. Przez cały ten czas zmagałem się z myślami na temat mojego udziału w tym biegu. Generalnie dominującym odczuciem jest niedosyt z osiągniętego wyniku (01:49:28) i stylu w jaki go osiągnąłem. Czas na kilka (no może trochę więcej) słów o tym wydarzeniu widzianymi
z mojej perspektywy.
Bieżący rok póki co jest najsłabszy dla mnie pod kątem zaplanowanych startów. Dlatego też V Nocny Wrocław Półmaraton miał być dla mnie najważniejszą imprezą biegową w I półroczu 2017 r. Tym bardziej, że razem ze mną planowała pobiec Joasia. Krótko przed zawodami okazało się jednak, że pobiegnę samodzielnie. Na Zalesie dotarłem z odpowiednim wyprzedzeniem, dzięki czemu udało mi się znaleźć miejsce parkingowe niedaleko Stadionu Olimpijskiego. Rozwiązanie to było połowiczne ze względu powrót do domu, o czym opowiem później.
Pakiet startowy odebrałem bez problemu, nawet udało mi się spotkać kilkoro znajomych biegaczy. Tłum uczestników gęstniał, chociaż muszę przyznać, że kompleks Stadionu Olimpijskiego potrafi w cudowny sposób rozłożyć na swoim terenie wielotysięczną rzeszę zawodników. Zgodnie z wcześniejszymi informacjami znalezionymi na FB postanowiłem wziąć udział we wspólnej rozgrzewce zorganizowanej przez PRO-RUN. Ściemniało się, z nieba sporadycznie padał bardzo drobny deszcz, aż przyszła pora ustawienia się we właściwej strefie startowej.
Euforia wśród otaczających mnie zawodników była ogromna. Żałowałem, że tym razem byłem jakby obok zawodów. Już w tamtym momencie czułem, że przebiegnięcie 21 km będzie wymagało ode mnie podjęcia walki. Tyle, że walki ze swoimi słabościami. Kilka minut po 22:00 wyruszyła moja strefa czasowa, która miała przebiec półmaraton w czasie 01:40-01:50. Ustawiłem się przy pacemakerach prowadzących na czas 01:50. Przed zawodami zaplanowałem sobie, że pobiegnę z nimi pierwszych 7-8 kilometrów by później zaatakować i powalczyć o jak najlepszy wynik. Niestety pierwsze 3 kilometry były dla mnie męczarnią. Tłum biegaczy przeszkadzał „zającom” w równym prowadzeniu swojej grupy, skutkiem tego tempo biegowe było szarpane i nerwowe. Czułem, że męczę się podczas każdej próby dogonienia „zajęcy”. Miałem wrażenie, że tempo biegu było dużo szybsze od zaplanowanego. Samo to najlepiej świadczyło, że mój biologiczny zegarek GPS był totalnie rozregulowany. Sporą dawkę pozytywnej energii dodawali kibice, którzy fantastycznie dopingowali półmaratończyków.
W takiej atmosferze dotarłem do 14 kilometra, na którym postanowiłem mimo wszystko zaatakować. Przyśpieszyłem nie oglądając się za siebie. Sukcesywnie połykałem słabnących biegaczy, co sprawiało mi nieukrywaną satysfakcję. Szczególnie na ostatniej prostej, tj. al. Różyckiego dało się odczuć ducha walki. Wiele osób walczyło do samego końca, a nagrodą dla wszystkich był finisz na wyremontowanym Stadionie Olimpijskim. Muszę przyznać, że nocna sceneria w blaskach jupiterów dodawała wyjątkowej oprawy miejscu, jakim była meta zlokalizowana na bieżni Stadionu Olimpijskiego.
Po minięciu linii mety otrzymałem ciekawy medal oraz folię termiczną. Praktycznie bez kolejki zostałem poczęstowany gorącą zupą. Po odebraniu rzeczy z depozytu i odświeżeniu, udałem się do samochodu. Tuż po minięciu bramy głównej stwierdziłem, że na wszystkich drogach (poza zamkniętą dla ruchu al. Różyckiego) panuje totalny korek samochodowy. Wszyscy starali się opuścić Zalesie wyjeżdżając ul. Śniadeckich. Niestety na skrzyżowaniu z al. J. Kochanowskiego działała normalna sygnalizacja, natomiast policjanci byli zajęci innymi zadaniami. W wyniku tego mój wyjazd trwał dobre 30 minut, zaś mieszkańcy otrzymali sporą dawkę spalin. No cóż, to była ta wisienka na torcie, której zabrakło organizatorom zawodów do pełni szczęścia.
Ostatecznie okazało się, że na poszczególnych punktach pomiarowych miałem podobne tempo biegowe na poziomie 05:12 min./km . No cóż szału nie było. Tym bardziej byłem zaskoczony, że moje odczucie przyśpieszenia po 14 km nie miało odzwierciedlenia w osiągniętym wyniku końcowym. Jak widać głowa sobie, drewniane nogi sobie. Nie ma co załamywać rąk. Nie pozostaje mi nic innego jak solidnie przygotować się do jesiennej imprezy biegowej jaką jest Silesia Maraton w Katowicach. To już nie długo, bo zawody zaplanowane są na 01 października.
Rafał
Przed biegiem 😉

piątek, 23 czerwca 2017

ASIA JAKO REPORTERKA!

Asia już od dłuższego czasu pracuje jako dziennikarka sportowa w redakcji Sportowy Wrocław. Ostatnio stworzyła nowy projekt. Bohaterem jej wideo wywiadu była Agata Pietroszek - czołowa, polska zawodniczka biegów przeszkodowych. Na swoim koncie ma zwycięstwa w kraju i zagranicą. Poznajcie bliżej jej historię. Duża dawka motywacji gwarantowana!

KLIKAJCIE I OGLĄDAJCIE 😉
⇓⇓⇓ 
https://sportowywroclaw.pl/wszystkie-sporty/bieganie/biegi-przeszkodowe-agata-pietroszek-wszystko-zaczelo-sie-od-biegu-dla-zabawy-wideo/


czwartek, 15 czerwca 2017

BIEGAMY, POMAGAMY

          W ostatnią niedzielę (11-06-2017 r.) wzięliśmy udział w III Charytatywnym Biegu Aktywniaków. A dokładnie ja z Michałem, natomiast Joasia uczestniczyła w zawodach jako dziennikarz sportowy. Impreza odbywała się na nadodrzańskich wałach w okolicach Hotelu GEM i obiektów AZS. Zadaniem uczestników biegu było pokonanie jak największej ilości okrążeń (wg organizatorów o długości 1 km) w czasie 1 godziny. Za każdą pokonaną pętlę przez uczestnika sponsor zobowiązał się przeznaczyć 1 zł na wakacyjny wyjazd dla dzieci z ośrodka Siemacha Spot 24/7. No cóż, kwota może niezbyt oszałamiająca, za to idea i formuła integracji aktywnych wrocławian godna polecenia.
     Każdy chętny otrzymał w biurze zawodów darmowy pakiet startowy, w skład którego wchodziła m.in. okolicznościowa koszulka. Większość uczestników założyła kolorowe koszulki, dzięki czemu razem stworzyliśmy radosną, tęczową ekipę Aktywniaków.
     Pogoda była typowo piknikowa, czyli słonko mocno grzało i non stop świeciło. Zgodnie z planem start nastąpił o godzinie 12:00. Dzień wcześniej ustaliłem z Michałem, że pobiegniemy w tempie 5 min./km - muszę przyznać, że chciałem przy okazji sprawdzić swoje możliwości przed Nocnym Wrocław Półmaratonem. Jak to zwykle bywa tuż po starcie, wielu zawodników ochoczo ruszyło do przodu. Należało pilnować się, żeby zbytnio nie szarżować na samym początku zawodów. Po przebiegnięciu pierwszych 5 minut okazało się, że do startu/mety mamy jeszcze do pokonania spory kawałek trasy. Ostatecznie okazało się, że 1 pętla liczyła 1240 m. Muszę przyznać, że byliśmy trochę zaskoczeni tym faktem. Musieliśmy szybko zweryfikować swoje plany i zamiast pokonania 12 okrążeń walczyć o 10 kółek. Do tej pory zawsze mierzyłem się z dystansem, teraz musiałem utrzymać tempo w określonym czasie. Dziwne uczucie, ale tak jak większość spraw całość tkwi w głowie. Jeśli wszystko jest dobrze poukładane, to łatwiej jest dostosować się do nagłej i nietypowej zmiany. Jak wcześniej wspomniałem, przysłowiowa „żarówka” ciągle świeciła. I tu muszę pochwalić organizatorów, ponieważ zadbali o punkty nawadniania na trasie. Dzięki temu nie było potrzeby wzywać pomocy medycznej do któregokolwiek z zawodników.
    Swoją drogą warto było przyjrzeć się reszcie uczestników. W większości były to bardzo młode osoby bez większego doświadczenia biegowego. Już po 2-3 pętlach zaczęliśmy połykać biegaczy i biegaczki, którzy z dużym animuszem wyruszyli/-ły do biegu. Czas i okrążenia mijały szybko, tempo biegowe trzymaliśmy z Michałem na poziomie 5 minut. Ostatecznie 10 okrążeń (12,4 km) pokonałem w czasie 1 godz. i 22 sekund. Michał na ostatniej prostej mocno przyśpieszył, dzięki czemu zameldował się na mecie o kilkanaście sekund szybciej ode mnie. No cóż, niech żyje młodość.
W zawodach wzięło udział 311 zawodników, którzy pokonali łącznie 2047 okrążeń. Dla wszystkich uczestników został przygotowany słodki poczęstunek z piciem. Na koniec każdy mógł wziąć udział w loterii, która dodatkowo miała zasilić kwotę od sponsora. Każdy los zwyciężał, a nagrody były rozmaite: począwszy od żelków, poprzez płyty CD, książki, piłki, vouchery do restauracji czy też na zabiegi stomatologiczne.
     Krótko mówiąc impreza bardzo interesująca i godna polecenia. Całkiem inny charakter aniżeli typowe zawody biegowe. Bez zbędnej napinki, zapachu maści chłodząco/rozgrzewających (zależnie od pory roku), bez ciśnienia na wynik i miejsce. Kwota jaką wybiegaliśmy razem z Michałem jest niewielka, ale za to poczucie z dobrze spędzonego czasu w gronie rodzinnym nie do ocenienia.


PS. Joasia dzielnie notowała, rozmawiała, nagrywała i fotografowała całe zawody. Dobrze jest mieć wsparcie wśród dzieci – tym razem mentalne od Michała i medialne od Joasi.





niedziela, 4 czerwca 2017

NIESAMOWITY CZERWIEC

     Już od 7 lat początek czerwca nierozerwalnie związany jest z dwiema sportowymi imprezami w naszej rodzinie. Pierwsza z nich to Mistrzostwa Wrocławia w Nordic Walking i druga to Nocny Wrocław Półmaraton. Przy czym udział w zawodach nordic walking ma tę zaletę, że jest to typowo rodzinna impreza. W skład klanu Adamskich startujących w Mistrzostwach Wrocławia wchodzą: brat Tomek z żoną Danusią, ja z Iwoną oraz okazjonalnie nasze dzieci z bratankiem Pawłem. Jeszcze 2 lata temu stałym uczestnikiem zawodów była moja mama Irena, ale z powodu dolegliwości zdrowotnych wycofała się z czynnego udziału w zawodach nordic walking. Nie muszę dodawać, że jest to dla Niej jedna z najbardziej bolesnych decyzji w życiu.
     W tym roku Mistrzostwa Wrocławia w Nordic Walking odbyły 03-06-2017 r. na terenie kompleksu Stadionu Olimpijskiego. Trasa zawodów była tak poprowadzona, że prawie w całości znajdował się nad nią baldachim utworzony z korony drzew rosnących wzdłuż ścieżek, po których została poprowadzona trasa zawodów. Dzięki temu mieliśmy zapewniony przyjemny cień pomimo upalnej pogody. Można by rzec do siedmiu razy sztuka – wcześniej zawody odbywały się na Kozanowie, koło Hali Stulecia czy też na Partynicach. W tych lokalizacjach uczestnicy zawodów byli w dużo większym stopniu narażeni na bezpośrednie oddziaływanie słońca.
     W tym roku nasza czwórka dorosłych wystartowała w konkurencji PROFI-2 na dystansie 6,2 km. Do pokonania były 2 pętle, każda o długości 3,1 km. Na start wyruszyliśmy krótko po godz. 12:00. Początek zawodów pokazał mi, że nie ma sensu ustawiać się dalej niż w drugiej linii zawodników. Ja byłem w trzeciej i przez pierwsze 200 metrów musiałem uważać na kijki poprzedzających mnie zawodników. A czołówka szybciutko zyskiwała przewagę nad resztą przeciwników. Dla poprawy bezpieczeństwa na trasie i rozładowania tłoku na starcie organizatorzy wystartowali panie 2,5 minuty później po starcie mężczyzn.
    Cała nasza czwórka dzielnie walczyła na trasie. Wszyscy bardzo liczyliśmy na Danusię, stałą bywalczynię na podium w swojej kategorii wiekowej. Tym razem to nie był jej dzień, ale i tak ostatecznie zajęła 5 miejsce w swojej kategorii wiekowej. Iwona była ósma, a Tomek dziewiąty. Ja postanowiłem powalczyć o trofea, w końcu w zawodach biegowych praktycznie nie mam szans na sukcesy - konkurencja jest dużo większa. Ostatecznie zająłem 7 siódme miejsce w kategorii OPEN, 1 wśród Wrocławian i 2 w kategorii M-40. Muszę przyznać, że dwukrotne wywoływanie mojego nazwiska do odbioru nagród było bardzo przyjemne. Żeby tak dało radę przynajmniej raz, no może dwa razy stanąć na podium w biegach to byłoby naprawdę super.
    Cała nasza czwórka jest bardzo zadowolona z zawodów. Jednocześnie mamy nadzieję, że Klan Adamskich na stałe powiększy się o nasze dzieciaki i wnuki. W końcu rodzina to nie tylko wspólne biesiadowanie przy suto zastawionym stole. Z pewnością można powiedzieć: Do Zobaczenia w Przyszłym Roku. A może i szybciej.















środa, 3 maja 2017

RADOŚĆ BIEGANIA

Parafrazując słynną kwestię „Jak żyć Panie Premierze !?” ciśnie mi się na usta stwierdzenie „Jak żyć bez biegania !?”. Odpowiedź na to pytanie jest krótka – TRUDNE JEST ŻYCIE BEZ BIEGANIA.
Od początku roku borykaliśmy się z problemami rodzinnymi, do pokonania których należało zwyczajnie poświęcić swój czas przeznaczony na rekreację, czyli bieganie i pływanie. Na efekty nie trzeba było długo czekać: narastające poirytowanie w miarę upływającego czasu oraz efekt jo-jo szybko dały o sobie znać. Z całą mocą mogę stwierdzić, że czas przeznaczony na aktywność fizyczną jest najlepszym lekarstwem dla duszy i ciała.
Nawet zmienna i mało komfortowa pogoda nie jest w stanie wygrać z luzem i swobodą jakie doświadczam podczas każdego biegu. A jeśli uda mi się pobiec w towarzystwie innych osób to jest już pełnia szczęścia. I wcale nie jest najważniejsze gadanie, a wspólny wysiłek i pot wylany podczas treningu. A na koniec tradycyjne pożegnanie w stylu „To co, widzimy się w czwartek/sobotę/niedzielę !?”.
I rzecz, o której wspomniałem na początku – „efekt jo-jo”. Zmniejszona ilość ruchu od razu dała o sobie znać, szczególnie obserwując wskazania wagi. Najpierw 1, zaraz potem 2 kilogramy, jeszcze trochę i pojawiłby się trzeci, dodatkowy kilogram. Ten zbędny nadbagaż jest wyjątkowo irytujący, ponieważ czuję się przez to znacznie wolniejszy na trasie. Ktoś mógłby powiedzieć „A co to są 2 kilogramy nadwagi ?”. No to proponuję każdemu, żeby założył plecak, wsadził do niego 2 kg cukru i przebiegł 10 km. Zapewniam, że każdy będzie narzekał na zbędne kilogramy i niepotrzebny wysiłek.
Najwyższy czas skończyć z narzekaniem. RODZINKA jest nadal aktywna. Joasia wytrwale trenuje i podczas ostatniego etapu „Prusice biegają” zabrakło jej trzech sekund do złamania 20 minut na dystansie 5 km. Ponadto podczas „Biegu Kobiet” Asia zajęła 2 miejsce, a podczas mityngu lekkoatletycznego w Zgorzelcu zajęła 1 miejsce na dystansie 1000 m. Iwona wytrwale podejmuje próby wyciągnięcia jednej z koleżanek na wspólne treningi w ramach nordic walking. Nie jest łatwo, ale nadzieja na powodzenie planu jest wciąż duża. Michał jest na etapie poszukiwania swojego miejsca w życiu. Treningi biegowe przeplata wizytami na siłowni, oj trudno będzie utrzymać pozycję samca alfa w rodzinie. W moim przypadku głównym celem staje się udział w Nocnym Półmaratonie Wrocławskim. W końcu będę musiał dotrzymać tempa biegowego Joasi. W jej przypadku będzie to pierwszy start w półmaratonie. Już nie mogę doczekać się wspólnych zawodów.

Rafał


poniedziałek, 17 kwietnia 2017

BIEGAM KIEDY CHCĘ

Nie mam daru do biegania. Preferuję raczej inną aktywność fizyczną, wolę aerobic lub nordic walking. W przeciwieństwie do członków mojej rodziny biegam sporadycznie, można by rzec okazjonalnie.  Córka Asia ciągle trenuje i stara się biegać coraz szybciej, chce zdobyć minimum na Mistrzostwa Polski. Rafał i Michał cieszą się z każdej poprawy swojego wyniku.
Ja biegam kiedy chcę. Nie walczę o wynik. Wiem, że nigdy nie przebiegnę półmaratonu ani nawet 10 km. Przebiegnięcie każdego kilometra to dla mnie ogromne wyzwanie. Najdłuższy mój dotychczasowy dystans to 5 km. Jestem z tego dumna. Jeszcze do niedawna sądziłam, że muszę poprawić swój rezultat. Zawsze gdy biegłam myślałam, że muszę dobiec jak najszybciej do mety lub do wyznaczonego  przez siebie miejsca. Często po drodze zmagałam się z brakiem oddechu, czasami musiałam z biegu przejść do marszu. Bieg bardzo mnie męczył. Niedawny niedzielny trening to zmienił.
Uświadomiłam sobie, że nie muszę biegać coraz szybciej. Biegłam sobie bardzo wolnym tempem. Rozglądałam się wokoło, podziwiałam piękno przyrody. Wiosenna pogoda zachęcała do przebywania na świeżym powietrzu. Wystawiałam swoją twarz do słońca, chwilami przymykałam oczy i cały czas biegłam. Dzisiaj dokładnie przyjrzałam się kwitnącym stokrotkom i tulipanom. Zobaczyłam, jak soczysty żółty kolor mają forsycje i jaka jest zielona  trawa. Cały czas biegłam, nie myślałam już, że muszę być jak najszybciej w domu, że chcę już skończyć ten bieg. Wreszcie całą założoną sobie na dzisiejszy trening trasę przebiegłam w spokoju, nie musiałam się już zatrzymywać. Mój dzisiejszy trening odbył się pod hasłem „śpiesz się powoli”.
Krótko mówiąc każdy niech biega sobie jak chce i ile chce. Nie będę próbowała dotrzymywać tempa mojej rodzinie. Zawsze będę ich dopingować,  trzymać za nich kciuki i cieszyć się z ich sukcesów. Dla mnie wystarczy moje sporadyczne bieganie, wtedy kiedy będę miała na nie ochotę. Najważniejsze to robić to co się lubi i być z tego zadowolonym. Warto jest ruszyć się z domu i nie narzekać.
Z wiosennymi pozdrowieniami i życzeniami dobrej motywacji.

Iwona 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

SYLWESTER 2016 – TANECZNIE I NA SPORTOWO

           Sylwester 2016 r. był wyjątkowy dla naszej Rozbieganej Rodzinki. Po raz pierwszy od kilku lat ten wyjątkowy dzień wypadł w sobotę, dzięki czemu nie było problemów na linii praca – zawody sportowe. Do wyboru były 2 imprezy biegowe, obydwie o dystansie 10 km: w Trzebnicy i Jelczu-Laskowicach. Po krótkim namyśle wybraliśmy Jelcz-Laskowice, z dwóch powodów: po pierwsze opłata startowa była niższa, po drugie limit zawodników był dużo niższy od zawodów w Trzebnicy. Od pewnego czasu jesteśmy zwolennikami bardziej kameralnych zawodów. Choć i tak ogólna liczba startujących zawodników przekroczyła 650 osób.
Joasia i Rafał jak zawsze pobiegli, natomiast Iwona rywalizowała w Nordic Walking na dystansie 5 km. Sylwestrowy poranek powitał nas ujemną temperaturą i świeżą warstwą śniegu. Mimo wszystko ruszyliśmy do Jelcza w dobrych nastrojach i z pozytywnym nastawieniem. Biuro zawodów działało bez zarzutu, natomiast w holu Centrum Sportu i Rekreacji przybywało coraz więcej znajomych biegaczy. Przygotowując się do startu zmagaliśmy się z dylematem, czy nie przesadziliśmy z ilością warstw odzieży. Ostatecznie Iwona z Joasią pozbyły się po jednej bluzie termoaktywnej – ja zazdrościłem im podjętej decyzji już w trakcie biegu, niestety trochę za późno.
Założenie biegowe było proste – pomagać Asi do 5-6 kilometra. Tym razem byłem w stanie dotrzymać tempa biegowego do 3 kilometra. W dalszej części biegu córka zyskiwała nade mną coraz większą przewagę. Natomiast Iwona walczyła o jak najlepszy wynik z miłośnikami kijków. W tym przypadku organizatorzy zawodów popełnili poważny błąd, mianowicie nie oddzielili startujących biegaczy od fanów nordic walking. W wyniku tego wśród biegaczy znaleźli się zawodnicy NW, który stwarzali poważne zagrożenie dla innych uczestników zawodów poprzez szeroko rozstawiane kijki. Natomiast Iwona nie miała możliwości kontrolowania rywalizacji wśród zawodniczek NW.
Asia - pełne skupienie na biegu
Źródło: photos.google.com/ IIBiegSylwestrowy

Ostatnie metry Rafała
Zdjęcie: Paweł Mazurczak

Iwona na trasie
Zdjęcie:photos.google.com/ IIBiegSylwestrowy

Czas i przebyte kilometry szybko mijały. Po zażartej walce Asia zajęła 4 miejsce w klasyfikacji OPEN pań i I miejsce w klasyfikacji K-16. Ja tradycyjnie uplasowałem się w 1/3 stawki. Natomiast Iwona zajęła 12 miejsce wśród pań. Dzięki indywidualnemu sukcesowi Joasi wyjechaliśmy z Jelcza-Laskowic w dobrych nastrojach. Żeby tego było mało, to Iwona wylosowała pakiet startowy Nocnego Wrocław Półmaratonu, którym bardzo zainteresowała się Joasia. Już wiem, że będę musiał się dobrze przygotować do tych zawodów – Joasia z niecierpliwością czeka na swój pierwszy półmaraton.
Szczęśliwi po biegu :)
Zdjęcie: Witold Gidel





A my cóż, wróciliśmy do domu, trochę odpoczęliśmy i wyruszyliśmy tym razem na sylwestrowe imprezy. Ku naszej radości musimy stwierdzić, że sił nam nie zabrakło i bawiliśmy się do białego rana. W końcu moc, siła i radość jest z nami. Czego i Wam życzymy w Nowym Roku. 
Rafał :)

niedziela, 1 stycznia 2017

PRUSICE BIEGAJĄ - OKIEM KIBICA

Każda ostatnia niedziela miesiąca zaznaczona w kalendarzu. To nasz wspólny rodzinny wyjazd do Prusic. Z tą różnicą, że ja jadę jako kibic i fotograf, a reszta rodziny biega.
Gdy zajeżdżamy na miejsce startu to moi najbliżsi odbierają numery startowe. Witamy się ze znajomymi zawodnikami, trochę rozmawiamy. Gdy tak jeździmy co miesiąc to poznajemy coraz więcej ludzi. Z jednymi rozmawiamy, innym kłaniamy się lub podajemy rękę na przywitanie. Asia zawsze trochę się denerwuje, chłopaki podchodzą do zawodów na luzie. Ja stoję z boku i robię zdjęcia.
O godzinie 10:00 biegacze stają na starcie, przygotowują swoje sportowe zegarki. Ja też jestem gotowa, zaraz wszystko uwiecznię na zdjęciach. Patrzę gdzie stoją Asia, Rafał i Michał. Jeszcze krótki okrzyk „Powodzenia” i ruszają. Teraz mam kilkanaście minut, aby dojść na linię mety. Powoli rozglądam się, patrzę co zmieniło się od ostatniej mojej obecności. Gdy tak stoję na mecie to mam czas podziwiać piękną przyrodę wokół mnie. Ostatnia prosta, którą dobiegają zawodnicy, to ścieżka, którą z obu stron porastają wierzby. Tutaj zawsze można zaobserwować zmieniające się pory roku. W okresie zimowym drzewa są bez liści, a gdy tylko zaczyna się wiosna powoli pojawiają się pączki na drzewach, a potem jest coraz więcej liści i robi się zielono. W zależności od pory roku drepczę w miejscu (aby się rozgrzać) lub wystawiam twarz do słońca. Myślę też jak biegnie moja rodzinka i od czasu do czasu zerkam na zegarek. Powoli szykuję aparat, aby nie przegapić momentu, kiedy najbliżsi będą finiszować.
Na mecie organizatorzy szykują wodę i coś słodkiego do zjedzenia (najczęściej są to banany, ciastka lub batony). Razem ze mną na biegaczy czeka zazwyczaj kilka osób. Nim przybiegnie zwycięzca minie 17 minut, natomiast pierwszą osobą z mojej rodziny jest Michał. Bieg zajmuje mu około 20 minut, zaraz potem pojawiają się Asia i Rafał. Na mecie robię im zdjęcia, składam gratulacje i pytam o wrażenia z biegu. Często podaję im coś do picia - w zależności od pory roku jest to zimna woda lub gorąca herbata.
Tak minął nam rok. 13 biegów z Prusic to już wspomnienie. Ostatni - Bieg Mikołajkowy jest jako dodatek do całego cyklu. Po jego zakończeniu były rozdawane nagrody dla zwycięzców zawodów sportowych pod nazwą PRUSICE BIEGAJĄ. Tak jak Rafał wcześniej pisał Asia zajęła I miejsce wśród pań, a Michał II miejsce w kategorii M-16.
Przygoda biegowa z Prusicami zakończona. Wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni. Zobaczymy co przyniesie nam kolejny rok. Czy moi najbliżsi znów podejmą wyzwanie i staną na linii startu w Prusicach, tego nie wiem. Ja za to jestem gotowa, aby z nimi jechać i kibicować.
BUZIAKI IWONA :)

środa, 28 grudnia 2016

"50" PARKRUN

W wigilijny poranek po raz 50-ty wziąłem udział w cyklu biegowym Parkrun. 49 z 50 biegów ukończyłem we Wrocławiu, 1 raz rywalizowałem w Londynie. Pierwszy raz pobiegłem w październiku 2013 r. za namową Krzysztofa (biegacza, którego poznałem w programie I Ty Możesz Zostać Maratończykiem 2013). Szczerze muszę przyznać, że tamtejszy bieg nie wzbudził we mnie większego zachwytu. Powodów było kilka: bieg odbywał się w okolicach Jazu Opatowickiego (dosyć daleko od mojego miejsca zamieszkania), nie można było wyspać się w sobotni poranek, w tamtym czasie nie odczuwałem większej przyjemności z udziału w biegach krótkich.
Drugie podejście miało miejsce w maju 2015 roku – wówczas wspólnie z grupą przyjaciół potrzebowaliśmy punktów do Ligi Biegowej. Po paru biegach przekonałem się do idei Parkrun. Duży wpływ na to miał wspólny wysiłek w ramach grupy biegowej Sky Tower RUNners. Ponadto w tamtym czasie wrocławski Parkrun odbywał się na ścieżce biegowej zlokalizowanej w pobliżu Mostu Trzebnickiego – dojazd w to miejsce był dla mnie wygodniejszy. Powoli wchodziłem w środowisko parkrunowych biegaczy. W międzyczasie zmieniła się koordynatorka biegu – Kasię
Ładońską poznałem wcześniej podczas treningów organizowanych przez Pro-Run Wrocław. Wszystko to razem sprawiło, że zacząłem uczestniczyć w sobotnich biegach z coraz większą ochotą i przyjemnością. Ponadto zacząłem traktować te biegi jako dodatkową jednostkę treningową.
     Czas powoli mijał, licznik sukcesywnie przybliżał mnie do magicznej liczby 50. I tak oto zostałem członkiem „ekskluzywnego” klubu parkrun 50. Fakt ten uprawnia mnie do zamówienia i biegania w czerwonej koszulce oznaczonej symbolem parkrun i liczbą 50. Co prawda koszulek technicznych mam już wiele w szufladzie, ale ta jest szczególna – żeby ją zdobyć musiałem wykazać się cierpliwością, zaangażowaniem oraz hartem ducha. Oprócz koszulki zyskałem jeszcze jedną, najcenniejszą rzecz – sporą grupę biegowych przyjaciół. A przede mną nowe wyzwania – dołączenie do klubu parkrun 100, 250 i 500.
Rafał :)

niedziela, 25 grudnia 2016

Jak udekorować pokój biegacza? Kilka inspiracji i pomysłów! + ŻYCZENIA

Jestem osobą, która lubi pokazywać swoje osiągnięcia. Jest to dla mnie pewna forma motywacji. Dzięki temu wiem, że moja ciężka praca i treningi nie idą na marne. Moja kolekcja medali i pucharów stale się powiększa. Co mnie bardzo cieszy. Wszystko ułożone jest w widocznym miejscu na regałach i wieszakach. Ostatnio natknęłam się na zdjęcie nietypowej choinki złożonej z numerków startowych. Postanowiłam, że napiszę post o inspiracjach lub pomysłach jak udekorować pokój biegacza i jego osiągnięcia. Większość zdjęć znalazłam w internecie. 

Autorzy zdjęcia: Julia, Sebastian Kapela

Na zdjęciu Ryszard Kałaczyński, który przebiegł 366 maratonów w 366 dni
Fot. Daniel Frymark

źródło: internet

źródło: internet

źródło: internet

Źródło:Napieramy.pl

Źródło:Napieramy.pl

Źródło: zabiegani.tv

My również ubraliśmy naszą choinkę w stylu zabieganej rodzinki. Oprócz standardowych lampek i światełek znalazły się też medale ;)
Z okazji świąt Bożego Narodzenia RodzinkaBiega życzy wszystkim wesołych, spokojnych i rodzinnych świąt pełnych miłości i uśmiechu. Wszystkim sportowcom aby chociaż na chwile zapomnieli o kaloriach i spróbowali wszystkich potraw wigilijnych. A w Nowym Roku sukcesów sportowych, dużo zdrowia i zero kontuzji. 
Życzy Rodzinka Biega

niedziela, 18 grudnia 2016

RODZINNA NIESPODZIANKA

Życie jest pełne niespodzianek. W zeszły weekend, ja i moi bracia wspólnie z naszymi rodzinami obchodziliśmy 83 rocznicę urodzin mojej Mamy. To był bardzo wyczekiwany dzień przez wszystkich członków rodziny. W końcu rzadko zdarza się, żeby jubilatka cieszyła się w takim wieku dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym.
Tradycyjnie, na początku imprezy urodzinowej odśpiewaliśmy gromkie 100 lat, złożyliśmy życzenia jubilatce i wypiliśmy lampkę szampana. W tym momencie już siadałem do stołu, kiedy mój najstarszy brat Tomek poinformował zgromadzonych o jeszcze jednej okazji do świętowania. Zaskoczony czekałem na rozwiązanie zagadki. I w tym momencie, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu i radości otrzymałem statuetkę biegacza z podpisem:

Z wrażenia zwyczajnie mnie zatkało. Nie spodziewałem się, że moja pasja biegowa i cel na ten rok (czyli zdobycie Korony Polskich Półmaratonów 2016) znajdą uznanie oraz szacunek w oczach mojej Rodziny. Możecie się łatwo domyśleć, że ten wieczór był szczególny dla mnie. Podwójne szczęście jednego dnia to wyjątkowa rzadkość. I jak tu wierzyć powiedzeniu, że z „Rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu”.
Rafał


środa, 14 grudnia 2016

Biegowa przygoda z Prusicami w 2016 roku zakończona

Zachęcony ubiegłorocznym udziałem w ostatnim biegu III Edycji „Prusice Biegają” oraz „IV Biegu w Poszukiwaniu Św. Mikołaja” podjąłem decyzję, że pościgam się z innymi biegaczami podczas tegorocznych zawodów sportowych organizowanych na terenie Prusic. Od kilku lat organizowane są tam:

1.Cykl zawodów „Prusice biegają” – wszyscy uczestnicy mają do pokonania 5 km dystans, od stycznia do listopada w każdą ostatnią niedzielę miesiąca, z jednym wyjątkiem w czerwcu. Po zaliczeniu obowiązkowej „5” każdy z biegaczy ma możliwość przebiegnięcia drugiego okrążenia (tym razem bez pomiaru czasu), za co otrzymuje bonus w postaci dodatkowych 5 punktów. Do klasyfikacji końcowej branych jest 9 najlepszych wyników spośród 11 zaplanowanych startów.
2.Bieg III Wież na dystansie 10 km tradycyjnie organizowany w czerwcu
3.Bieg w Poszukiwaniu Św. Mikołaja na dystansie 5 km organizowany w sobotnie popołudnie, przypadające najbliżej dnia Św. Mikołaja.

Największym wyzwaniem było tak zorganizować sobie życie rodzinne, żeby mieć wolne przedpołudnie w prawie każdą ostatnią niedzielę miesiąca. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że takie problemy nie stanowią większych przeszkód. Duża w tym zasługa małżonki Iwony, która wielokrotnie towarzyszyła mi i dzieciom podczas wyjazdów do Prusic (pełniła dodatkowo rolę rodzinnego fotografa). Osobiście opuściłem 2 biegi (nieobecności usprawiedliwione!!!) i dzielnie walczyłem o jak najlepszy wynik w każdych zawodach. Niestety konkurencja w kategorii M-40 jest bardzo mocna, dlatego też szans na podium praktycznie nie miałem żadnych. Za to dzieci spisały się wyśmienicie. Joasia ostatecznie jako pierwsza kobieta przybiegała na linię mety 9 razy, dzięki czemu bezapelacyjnie zajęła I miejsce wśród pań. Michał walczył do samego końca, dzięki czemu zajął 2 miejsce w kategorii M-16.
Same zawody są imprezą kameralną, przeciętnie brało w ich udział od 50 do 70 biegaczy. Za to organizatorzy spisali się wyśmienicie – zależnie od pory roku po każdych zawodach mogliśmy napić się gorącej herbaty lub zimnego izotonika, zjeść ciastko lub banana. Po ostatnim starcie każdy z uczestników otrzymał elegancki, szklany medal oraz koszulkę techniczną z długim rękawem. I to wszystko ZA DARMO. Wystarczyło poświęcić trochę własnego czasu i paliwa na dojazd do Prusic.
Jak już wspomniałem na początku, Prusice organizują jeszcze osobne wydarzenia biegowe w ciągu roku, tj. Bieg III Wież (w czerwcu) i Bieg w Poszukiwaniu Św. Mikołaja (w grudniu). Są to zawody, w których wpisowe wynosi od 25 do 40 zł w pierwszych terminach zapisów. Przy czym dla uczestników zawodów „Prusice Biegają” organizatorzy zapewniają start za darmo (trzeba spełnić jeden warunek, a mianowicie wziąć udział w min. 3 biegach bieżącej edycji „PB”)
Szczegółowy opis i fotorelację z Biegu III Wież zamieściłem w osobnym artykule po biegu. Przypomnę jedynie, że Joasia zajęła I miejsce w kategorii K-16, a temperatura powietrza w tym dniu osiągnęła poziom 36 oC. Był to jeden z nielicznych biegów, kiedy chęć zwycięstwa wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem. Efekt końcowy był taki, że czułem się jakbym przebiegł przynajmniej półmaraton, a nie dystans długości 10 km.
Na koniec wzięliśmy udział w V Biegu w Poszukiwaniu Św. Mikołaja (3 grudnia 2016 r.). Impreza zgromadziła sporą rzeszę zawodników. Przy czym każde z nas postawiło sobie określone cele: Joasia chciała powalczyć o podium w „generalce”, Michał postanowił zostać „zającem” dla Joasi, a ja zapragnąłem osiągnąć jak najlepszy czas poniżej 22 minut. I wszystkie nasze plany spełniły się w 100 procentach. Joasia zajęła III miejsce w klasyfikacji OPEN kobiet (dzięki wydatnej pomocy Michała), a ja przybiegłem na metę z czasem 00:21:34. Na starcie popełniłem podstawowy błąd i dałem ponieść się tłumowi. W wyniku czego na 1 km miałem czas 04:03. Trochę przestraszyłem się tego tempa i zwolniłem na następnych 2 kilometrach, jednakże ślad w organizmie pozostał. W wyniku tego na ostatnich 300 metrach do mety brakło mi siły, żeby odeprzeć atak 2 zawodników. Jak widać ciągle uczę się i liczę, że doświadczenie startowe razem z regularnymi treningami będzie skutkowało następnymi sukcesami w rywalizacji sportowej.

Moje wrażenia z zawodów w Prusicach są bardzo pozytywne. Jestem przekonany, że w przyszłym roku spróbuję powtórzyć swoją biegową przygodę z Prusicami. Jaką decyzję podejmą Joasia i Michał ?




Michał  - 2 miejsce w cyklu Prusice Biegają kategoria M-16

Asia - 3 miejsce w "Bieg w poszukiwaniu św.Mikołaja" kategoria OPEN KOBIET