Miniony, wiosenno-letni sezon biegowy zaczął się dla mnie fantastycznie. Po dobrze przepracowanym obozie zimowym przyszła zwyżka formy (możecie o tym przeczytać tutaj → THROWBACK ). Będąc w mocnym treningu w każdym swoim starcie ustanawiałam życiówki. Czułam: po pierwsze, że noga zaczyna się "kręcić", po drugie, że stać mnie na jeszcze lepsze wyniki. Pojęcie "bieganie na zaciągniętym ręcznym" pojawiło się w moim słowniku sportowym właśnie w połowie sezonu. Dla mnie oznacza to uczucie, kiedy podczas zawodów/ treningu nie daję z siebie 100%. Na mecie nie czułam zbytniego zmęczenia, nie przyspieszałam na ostatniej prostej lub gdy mijała mnie rywalka, po prostu nie podejmowałam walki. Brakowało mocy, motywacji i ... Drugie rozumienie tego pojęcia odnosi się do dalszej części sezonu, gdy tuż przed Akademickimi Mistrzostwami Polski dopadła mnie kontuzja. Zamiast nowych życiówek były dużo słabsze wyniki. Trening składał się głównie z wybiegań, mało ćwicz...